Ekonomiczne Eurogry Recenzje

Byle do wstąpienia

Recenzja gry planszowej „Teotihuacan: Miasto Bogów”

Data wydania: 2019
Liczba graczy: 1-4
Czas gry: 90-120 min
Sugerowany wiek: 14+
Wydawca: Portal Games

Nieustający stres, rozpychanie się łokciami i praca ponad normę – to elementy charakterystyczne dla życia robotników, którzy wieki temu pracowali w pocie czoła na świetność swoich imperiów. Dla niektórych rzeczywistość ta może momentami do złudzenia przypominać żywot współczesnych pracowników korporacji, jednak dla własnego dobra nie będę zbytnio analizował tego tematu. Tym wstępem chciałem nawiązać do gry, „Teotihuacan” która jest kolejnym dzieckiem Daniela Tasciniego – twórcy takich gier jak „Kalendarz Majów”, czy „Marco Polo”. Podobnie jak wspomniany „Tzolkin”, omawiany tu tytuł również mocno nawiązuje do świata mezoameryki i epoki prekolumbijskiej. Czy „Teotihuacan” to godny następca „Kalendarza Majów”? I co ważniejsze, czy przez całą recenzję uniknę błędów przy pisaniu tytułu tej gry?


Ogólny zarys

W grze wcielamy się w budowniczych, którzy będą z zapałem pracować na chwałę tytułowego miasta. Choć jego wymowa może przysparzać problemów, to jego tłumaczenie jest całkiem proste, a oznacza miejsce gdzie ludzie stają się bogami. W tej właśnie lokalizacji stawiać będziemy mityczną świątynie słońca, która ma być perłą w koronie całego kompleksu. Brzmi to pięknie i mogłoby stanowić bazę pod nie lada opowieść, ale jednak w tej grze fabuły nie uświadczymy, bowiem „Teotihuacan” to euro suchar w czystej postaci. W trakcie rozgrywki więc mało istotne będzie czy wznosimy piramidę, czy handlujemy klapkami na bazarze – ważne żeby punkty się zgadzały.


Przygotowanie i zasady

Instrukcja wyraźnie wskaże nam jak przygotować planszę i rozłożyć elementy gry. W przypadku pierwszego podejścia do tego tytułu, będziemy korzystać z większości elementów nadrukowanych na planszy głównej. W kolejnych rozgrywkach możemy dowolnie mieszać układ plansz akcji, czy niektórych kafelków. Za każdym razem losowo dokładamy płytki technologii, odkryć, przychylności bogów, zdobień czy piramidy; co spowoduje, że praktycznie przy każdej rozgrywce napotkamy na inne ułożenie elementów. Gracze rozstawiają swoje znaczniki, 3 robotników (kości) i otrzymują początkowe zasoby. Przy pierwszej rozgrywce warto posiłkować się ustawieniami „domyślnymi” podanymi w instrukcji. Przy następnych podejściach po prostu losujemy płytki startowe i wybieramy korzystniejszy dla nas układ początkowy. W rozgrywce 2 i 3 osobowej należy rozmieścić neutralnego gracza, którego kości będą zajmować miejsca na planszach akcji. Istnieje także możliwość rozgrywki solo z tzw. Teotibotem, jednak według mnie jest ona zbyt przekombinowana i mało intuicyjna, co może sprawić, że większość graczy ominie ten tryb szerokim łukiem.

Kości robotników na planszy akcji wydobycia złota
Kości robotników na planszy akcji wydobycia złota

Główną mechaniką w tym tytule jest tzw. rondel akcji. Co to oznacza? Jest to mechanika, w której gracze zmuszeni są ciągle przemieszczać swoje pionki, tak aby wykonywać kolejne akcje, a nie skupiać się ciągle na jednej i tej samej. W przypadku „Teotihuacan” będą to 6-ścienne kostki, symbolizujące naszych robotników. Im więcej oczek na górnej ściance, tym większa siła i skuteczność danego robotnika. Wykonując akcje będą oni wzrastać w siłę (co w praktyce oznaczać będziemy przez podniesienie liczby oczek) tak aby u kresu żywota dostąpić wstąpienia i zająć honorowe miejsce w alei umarłych. W momencie, gdy mielibyśmy obrócić, którąś z kostek na 6 – zamiast tego odstawiamy ją na pierwszą planszę i zmieniamy wartość na 1. Symbolizuje to śmierć starego i narodziny nowego robotnika, za co jesteśmy odpowiednio nagradzani i przyspieszamy czas do końca danej rundy.

Nagrody jakie możemy otrzymać po wstąpieniu robotnika
Nagrody jakie możemy otrzymać po wstąpieniu robotnika

Postęp w grze odmierzać będziemy za pomocą dwóch znaczników –  białego i czarnego. Są one odpowiednio oddalone i w momencie spotkania wywołują zaćmienie. Powoduje to zatrzymanie rozgrywki i podliczenie bieżącej punktacji. Kiedy nastąpi trzecie zaćmienie, bądź piramida zostanie ukończona, następuje koniec gry i finalne podsumowanie punktacji graczy, które wyłoni zwycięzcę.

W swojej turze możemy poruszyć robotnika do 3 plansz zgodnie z ruchem wskazówek zegara, bądź odblokować robotników na polach rytuałów. Gracze będą przemieszać swoje kości po planszach umieszczonych wokół punktu centralnego, czyli piramidy. Każda plansza pozwala nam na wykonanie konkretnych akcji, takich jak wydobycie surowców, wznoszenie budynków, opracowywanie technologii, czy też budowa piramidy lub jej zdobienie. Niektóre z plansz umożliwiają zablokowanie robotnika i odprawienie rytuału w celu wejścia na wyższy poziom danej świątyni i otrzymanie profitów jakie się z tym wiążą.

Niebieski robotnik na polu rytuału zielonej świątyni
Niebieski robotnik na polu rytuału zielonej świątyni
3 świątynie i ich tory
3 świątynie i ich tory
Kości robotników na planszy akcji Posiadłości Arystokratów
Kości robotników na planszy akcji Posiadłości Arystokratów

Poszczególne akcje będą wymagały uiszczenia zapłaty w surowcach, jednak główną walutą w grze będzie kakao, które płacić będziemy za każdy inny kolor gracza na planszy, na której chcemy wykonać akcję. Jeśli nasze zapasy nam na to nie pozwolą, to będziemy mogli pozyskać kakao zamiast wykonywać daną akcję.

Dostępne w grze zasoby (złoto, kamień, drewno i kakao) Dostępne w grze zasoby (złoto, kamień, drewno i kakao)


Podsumowanie i ocena

W trakcie gry będziemy mieli ograniczone możliwości i ważny staje się aspekt planowania w dalszej perspektywie, tak aby po trzecim zaćmieniu móc znaleźć się najdalej na torze punktów. Nie dość, że nasz ruch ogranicza się do 3 plansz w jednym kierunku, to jeszcze nagromadzenie kostek innych graczy może sprawić, że nie będziemy w stanie opłacić i zrealizować danej akcji. Na planszy jest momentami „ciasno” i to wyraźnie się czuje, co stawia przed nami dodatkowe wyzwania. Cały czas musimy dbać o zrównoważony rozwój naszych robotników i dostępność surowców, w tym kakao, aby wykonać kluczowe dla nas akcje.

„Teotihucan” to gra z kalibru ciężkich euro, po odejściu od których czujemy jak nasze szare komórki dostają zakwasów. Zasady nie są tu szczególnie skomplikowane i wystarczy by przy stole znajdował się choć jeden gracz, który dobrze je opanował. Największą trudność może sprawić zapamiętanie sposobu działania poszczególnych plansz i wszystkich akcji powiązanych. Bez ogrania tego tytułu symbole na planszy niewiele nam powiedzą i pierwsze podejścia będą musiały odbywać się z instrukcją pod ręką, a i przy kolejnych warto ją mieć w pobliżu. Niezrozumiałym jest więc tutaj brak czytelnego i jasnego skrótu z wyjaśnieniami i dokładnym opisem procesu przeliczania punktów podczas każdego zaćmienia – krok po kroku. Jest to widoczny i odczuwalny mankament tej gry – można jednak szybko stworzyć go samemu lub przeszukać w tym celu Internet.

Bardzo dużym plusem jest to, że gra oferuje wiele dróg do zwycięstwa i możliwych kombosów podczas punktowania. Każda rozgrywka będzie wymagała od nas, aby inaczej gospodarować dostępnymi zasobami i szukać nowych sposobów na osiągnięcie zwycięstwa. Na planszy są akcje, które wyraźnie opłacają się w początkowej fazie, ale też i takie w które należy inwestować konsekwentnie do końca rozgrywki. Myślę, że po kilku podejściach każdy znajdzie swoją optymalną strategię. Dodatkowo należy podkreślić, że możliwość korzystania z losowego rozłożenia planszetek, czy poszczególnych płytek, może nie zmieni diametralnie gry, jednak można ją uznać za czynnik zwiększający regrywalność.

Ciekawym elementem gry „Teotihuacan” jest według mnie mechanika budowy piramidy. Nie dość, że świetnie się prezentuje wizualnie to jest cennym źródłem punktów i bardzo fajną „grą w grze”, w której musimy skupić się na dopasowaniu symboli znajdujących się na kafelkach. Jest to zapewne także swojego rodzaju wizytówka tej gry, podobnie jak w „Tzolkinie” były to koła zębate reprezentujące tytułowy kalendarz.

Ukończona piramida
Ukończona piramida

Poza piramidą należy pochwalić także wykonanie całej planszy, która ukazuje miasto z lotu ptaka. Zarówno wszystkie przedstawione detale oraz kolory i ich nasycenie, tworzą miłą dla oka kompozycję. Mimo, że nie skupiamy się zbytnio na tym aspekcie podczas rozgrywki, to na pewno zwiększa on pozytywny odbiór produkcji.

Jeśli umiarkowany entuzjasta euro poleca tego typu grę, to cytując klasyka „wiedz, że coś się dzieje”. „Teotihuacan” to tytuł naprawdę mocno angażujący i zmuszający nas do intensywnego myślenia. W grze zmuszeni będziemy kalkulować i dokonywać ciągłych decyzji przy uwzględnieniu, że nasz czas będzie ograniczany z rundy na rundę – to wszystko spowoduje, że bóle głowy trwać będą jeszcze długo po odejściu od stołu.

Do kogo adresowana?

Wielbicieli ciężkich euro, w których skupiamy się na ciągłym podliczaniu i analizowaniu oraz szukaniu okazji do zgarnięcia tzw kombosów punktowych. Jeśli „Tzolkin” przypadł Wam do gustu, myślę że ten tytuł może być miłym odświeżeniem tematu.
Wykonanie
Interakcja
Skalowalność
Regrywalność
Przyjemność z gry

To co głównie zwraca swoją uwagę to bardzo ładnie wykonana plansza, jak również kafelki, z których będziemy budować piramidę. Jest ona nie tylko ciekawym sposobem na zbieranie punktów, ale mocnym wizualnie aspektem gry. Kości robotników nieco odstają od całości.

Właściwie to niewielka. Odczujemy swoją obecność na planszy jedynie kiedy ktoś zwędzi nam upatrzone płytki, czy kiedy kostki przeciwników zmuszą nas do płacenia większej ilości kakao.

Gra podchodzi w każdym składzie. W rozgrywce 2 i 3 -osobowej wprowadzamy wirtualnego gracza, który zwiększy koszt akcji na których wylądują jego kości. Rozgrywka solo zbyt skomplikowana i według mnie zupełnie niepotrzebna.

Dość duża z racji, że każda rozgrywka układa się inaczej i za każdym razem układ dostępnych płytek, plansz, czy kafelków będzie nieco inny.

Bardzo przyjemna i wciągająca sałatka punktowa, która podeszła nawet takiemu euro sceptykowi jak ja. Dużo dróg do zwycięstwa wraz z ciekawą mechaniką rondla akcji, daje dużo satysfakcji i okazji do zgarniania kombosów.

Plusy:

  • Wiele dróg do podbicia punktacji;
  • Budowa piramidy;
  • Dość duża regrywalność dzięki losowemu doborowi płytek i plansz akcji;
  • Bardzo ładnie wykonana plansza;

Minusy:

  • Brak kompleksowego skrótu z zasadami;
  • Tryb solo dość ciężki do rozegrania i raczej zbędny;

4 Replies to “Byle do wstąpienia

  1. Ciekawa gra, z pewnością nie jest to przykład prostej planszówki do pykania w niedzielę po obiedzie. Myślę, że grono odbiorców przez to może być niewielkie. Fajnie dopracowane detale to na pewno duży plus tej gry.

    1. Jest ciężka i mózgożerna, ale nie należy do super skomplikowanych. Myślę, że przeciętny gracz powinien dać sobie z tym radę 😉

  2. „Niezrozumiałym jest więc tutaj brak czytelnego i jasnego skrótu z wyjaśnieniami i dokładnym opisem procesu przeliczania punktów podczas każdego zaćmienia – krok po kroku. Jest to widoczny i odczuwalny mankament tej gry – można jednak szybko stworzyć go samemu lub przeszukać w tym celu Internet.”

    owszem jest to niezrozumiale ale portalgames udostepnia plik zrobiony przez fana wiec nie trzeba az tak bardzo przeszukiwac internetow czy go tworzyc 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *