Z życia gracza

Drugie dno popularnych gier planszowych

Mówi się, że temat przewodni wielu gier nie ma tak naprawdę znaczenia i że całą wartość gry stanowi jej mechanika. Jest to zapewne pogląd, który podziela wielu graczy w planszówkowym świecie. Niektórzy jednak dość dużą wagę przywiązują do klimatu jaki niesie dany tytuł. Może się to wydać dziwne, ale gdy przyjrzymy się bliżej grom planszowym to możemy dostrzec, że niosą one inny przekaz, niż się pozornie wydaje. Nie wierzycie? To zerknijcie na kilka gier z poniższej listy i zauważycie, że dość łatwo można znaleźć w nich drugie dno.

Numer 1.

Gra „Robinson Crusoe: Przygoda na Przeklętej Wyspie” to niewątpliwie jeden z tych tytułów, który może pochwalić się wysokimi notami wśród graczy, ale także i wyjątkowo wysokim poziomem trudności. No właśnie, ten ostatni to powód dla, którego wielu na zawsze pożegnało się z tą produkcją. Gra narzuca tak niewiarygodnie ciężkie warunki, że tylko nieliczni zdołali przeżyć i zakończyć z sukcesem którykolwiek ze scenariuszy na przeklętej wyspie. Istnieje nawet teoria, że jeśli komuś udało się wygrać, to zwyczajnie grał niezgodnie z zasadami. A co jeśli powiem Wam, że to porażka jest właśnie naszym celem w grze? Jedna z teorii głosi, że rozbitkowie na przeklętej wyspie od dawna nie żyją, a gracze jedynie odtwarzają ich ostatnie próby utrzymania się przy życiu. Świadczyć o tym ma nie tylko rozgrywka, która prędzej czy później prowadzi do śmierci, ale i planszetki postaci, na których nie znajdziemy historii osobistych, czy chociażby imion rozbitków. Zupełnie jakbyśmy kierowali duchami, które odcięły się od swojego ziemskiego życia i identyfikują się jedynie z tym jakie zajęcia wykonywały. Niektórzy twierdzą, że wygrana (która zdarza się stosunkowo rzadko) prowadzi do zbawienia owych dusz. Odzyskują one spokój i mogą odejść z miejsca do którego przywiązała ich klątwa wyspy.

Numer 2.

Wszelkie ślady spisków i ukrytych przekazów prowadzą ponownie do studia Portal Games, a konkretnie do obsypanej nagrodami gry „Detektyw”. W tym momencie muszę ostrzec Was przed ewentualnym spoilerami, jakie mogą się tutaj pojawić. Jeśli nie graliście jeszcze w kampanię podstawowej wersji gry i nie chcecie psuć sobie zabawy, to przewińcie ten punkt i kontynuujcie czytanie.

Pierwsza sprawa we wspomnianym tytule nosi tytuł „Człowiek ze złotym zegarkiem”. Zostajemy poproszeni przez naszego przełożonego o przeprowadzenie śledztwa w sprawie tytułowego zegarka. Okazuje się, że został on sprzedany przez prostego złodziejaszka Ruperta Owensa do domu aukcyjnego. Nie ma w tym nic niezwykłego do momentu kiedy gracze odkrywają w czym przechowywany był zegarek. Okazuje się, że Rupert był w posiadaniu pudełka po cygarach opatrzonego nazwą producenta „Duke’s DeCrecy” – dokładnie tak samo nazywał się XVIII wieczny francuski możnowładca planujący rozkwit swojego rodu z innej gry wydanej przez Portal. Czy to zwykły przypadek czy może Owens był spokrewniony z francuskim arystokratą? Być może nawet był odległym potomkiem jednej z par, którą tworzyli gracze w „Dziedzictwie”. Rewolucja francuska krwawo rozprawiła się ze szlachcicami i ludźmi wyżej postawionymi w hierarchii społecznej, być może rozruchy spowodowały że przodek Ruperta musiał uciekać z ogarniętej wojną domową Francji do przyczółka wolności jakimi były Stany Zjednoczone. Można tylko gdybać czy produkcja cygar to rodzinny biznes, który miał być ostatnim znakiem świetności rodu Diuka DeCrecy. W grze „Detektyw” nie napotykamy już więcej wzmianki o tego typu cygarach, można więc założyć, że firma upadła, a pudełko pozostało w rodzinie jako pamiątka po nieprzeciętnych przodkach.

Numer 3.

Kolejna gra wydaje się być niewinną karcianką dla dzieci, lecz nie dajcie się zwieść pozorom. Wprawny gracz i badacz mitów szybko odkryje z jakim podprogowym przekazem mamy tu do czynienia. Trzecia teoria spiskowa dotyczy gry od wydawnictwa Granna o nazwie „Sztama”. Jest to kolorowy tytuł traktujący o ekologicznych bobrach, które podczas budowy tamy starają się unikać pływających w rzece śmieci. Wszystko wydaje się w porządku do momentu dostrzeżenia jedej z kart śmieci w talii rzeki.

Zgadza się, jest to Necronomicon – mroczna księga zawierająca niebezpieczną i zakazaną wiedzę, odwołującą się do wielkich przedwiecznych, naturalnie związanych z mitami Cthulhu. W tym wypadku jasno można stwierdzić, że budowa tamy jest jedynie metaforą odwiecznej walki, w której przyroda i siły natury zaalarmowane zbliżającym się przedwiecznym złem starają się postawić mur by zablokować mu dostęp do naszego świata. Istnieje także teoria, że bobry to niestrudzeni badacze tajemnic, którzy mimo świadomości zbliżającej się klęski, stają naprzeciw przedwiecznej grozie.

Numer 4.

Gra „Nemesis” to jedna z większych produkcji, jakie ukazały się na planszówkowym rynku w 2019 roku. Gra charakteryzuje się klimatem horror-survivalu, lecz nie to jest głównym tematem tej teorii. Wielu zastanawia się kim, lub czym jest kot, który reprezentuje znacznik pierwszego gracza. Czy kiedykolwiek myśleliście o tym? Wygląda jakby dryfował bezwładnie w przestrzeni kosmicznej, zupełnie jakby z bezpiecznej odległości obserwował co dzieje się na statku Nemesis. W dalekiej przyszłości IQ wielu zwierząt mogło znacząco wzrosnąć, być może dzięki modyfikowanej genetycznie karmie, a być może dzięki ewolucji, która nastąpiła w momencie kiedy wiele gatunków wymarło na dobre, a część zwierząt aby przetrwać zaczęło rozwijać swoje zdolność intelektualne. Koty znane są ze swojej wyjątkowej przebiegłości, nie dziwi więc teoria, że ów kot jest tak naprawdę sprawcę całego zajścia i straszliwych scen jakie przeżywa załoga na pokładzie statku. Być może nawet współpracuje z zarządem korporacji, która w ramach swoich ciemnych interesów postanowiła narazić życie członków załogi, aby dowiedzieć się więcej o obcej formie życia.

Numer 5.

Portal Games ewidentnie przoduje wśród wydawców, którzy mogą się pochwalić w swojej bibliotece grami z niejasnym i ukrytym przekazem. Ostatnia już teoria dotyka jednego z nowszych tytułów od tego studia, a mianowicie gry „Root”. Pozornie jest to walka leśnych stronnictw, które rywalizują o przywództwo w leśnogrodzie. Trzeba przyznać, że tytuł ten zachwyca oprawą i uroczymi grafikami leśnych stworków, które reprezentują poszczególne frakcje. Prawda o tym tytule może być jednak o wiele bardziej mroczna, niż przypuszczaliście. Walki toczące się w bajecznym lesie, to tak naprawdę podprogowe przekazanie historii II wojny światowej. Markiza de Kot, choć swoją nazwą nawiązuje bardziej do Francji, to jej sposób ekspansji i nadmiernej eksploatacji podbitych terenów przypomina agresję ze strony nazistowskich Niemiec. Dynastia Orlich Gniazd łudząco przypomina ówczesne europejskie monarchie, niezdolne przeciwstawić się niemieckiej hegemonii, głównie przez ich przywiązanie do archaicznych tradycji i zwyczajów. Sojusz Leśnych Stworzeń to rzecz jasna narody podbite, jak Polska, które mimo druzgocącej klęski nie złożyły broni i próbują organizować walkę partyzancką. Postać samotnego szopa włóczęgi może przywodzić na myśl osamotniony i wyniszczony naród żydowski, który zamiast angażować się bezpośrednio w walkę stara się przeżyć i układać z innymi w celu ocalenia życia. Prawda, że taka perspektywa rujnuje rysunkowy klimat tej produkcji?

Powyższe teorie są jedynie wynikiem fantazji autora, a wszelkie fakty są zmyślone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *