Newsy & Opinie

Zielono mi, czyli co czeka nas w „Zielonej Hordzie”?

Ork jaki jest, każdy widzi. Duża zielona bestia, wrogo łypiąca spode łba. Co jeśli na dodatek jest martwa i występuje w dziesiątkach egzemplarzy? Trzeba przyznać, że twórcy „Zielonej Hordy” (kolejnej odsłony Zombicide) wiedzą, jak podkręcić poziom trudności i spuścić tęgi łomot nawet tym, którzy nie są tacy całkiem zieloni w grach o zombie (badum tsss!).

Ci z Was, którzy mieli już styczność z „Czarą Plagą” nie odczują większej różnicy w mechanice. Znacząca większość zasad pozostaje niezmienna, co daje nam poczucie błogiej ulgi, kiedy na dzień dobry 60% treści instrukcji możemy pomiąć. System akcji graczy, jak i aktywacji hordy jest taki sam, co już na początku sprawia, że wchodzimy na pewniaka, znając podstawowe aspekty rozgrywki. Co więc sprawia, że ludzie ochoczo wydają oszczędności by sięgnąć po ten tytuł? Przede wszystkim odrobina nowości. Stare, ograne postacie można zamienić na całkiem nowe wraz z odświeżonymi umiejętnościami i ekwipunkiem. Czy wymiana zombie ludzi, na zombie orków to jedynie zabieg kosmetyczny? Poniekąd tak, gdyż zielonoskóre bestie są ich odpowiednikami jeden do jednego, poza modyfikacją siły. Nowe potworki nawet w wersji szwędacza potrafią nieźle obić naszych bohaterów, co sprawia, że należy zachować podwójną czujność gdy znajdą się w pobliżu. W tej odsłonie nie zabraknie także nekromanty tworzącego dodatkowe pola do namnażania zombie, a także olbrzymiej orczej abominacji, która jest równie zabójcza, co ta w poprzednim wydaniu. Ciekawostką jest mechanizm hordy, który podczas namnażania nakazuje odkładać figurki orków poza planszę. Wylosowanie odpowiedniej karty zadecyduje o  wkroczeniu bandy złego do gry. Wiadomo już, że nieszczęścia chodzą parami, nieumarłe orki natomiast całymi stadami. Aby wyrównać szanse, nasza drużyna zostaje uzbrojona w trebusz, którym możemy z bezpiecznej odległości ostrzeliwać te plugawe zbiorowiska, eliminując zawczasu zagrożenie, a zarazem szybko zbierać punkty doświadczenia. Każdy wie, że olbrzymia wyrzutnia albo czołg to najlepsze remedium na kłopoty z zombie (niezależnie pod jaką postacią). Wśród zmian należy także zwrócić uwagę na obszary wodne, które spowalniają nasze postacie. Wprowadzenie żywopłotów, jako barier ograniczających widoczność sprawi, że oddziaływanie na ruch hordy za pomocą hałasu nabierze zupełnie nowego znaczenia. Niestety to miecz obosieczny, gdyż ograniczy także widoczność naszych bohaterów, a co gorsza za każdą barierą może kryć się zombie gotowy zdzielić nas kiedy tylko zakończymy ruch na jego polu. Modyfikacja rodzaju podłoża po jakim będą poruszać się bohaterowie wymusi na graczach, aby podeszli w zupełnie inny sposób do gry, niż to miało miejsce w „Czarnej Pladze”. W zestawie z grą otrzymujemy 10 zupełnie nowych historii, w których fabuła będzie jedynie pretekstem do tego aby rzucić się w wir masakrowania umarlaków za pomocą dostępnego arsenału.

Czy warto zagrać w  ten tytuł? Zdecydowanie tak! Czy warto go kupić? Tu już sprawa ma się nieco inaczej. Jeśli jesteście posiadaczami „Czarnej Plagi” to zakup ten niekoniecznie może Wam się kalkulować, gdyż wrażenia z rozgrywki nie różnią się diametralnie. Nowe elementy wzbogacą i odświeżą nieco ten tytuł, jednak większość pozostała niezmieniona. W dalszym ciągu chodzi o to samo, czyli rozwalanie zombie, bez względu na ich wielkość, czy rasę. Jeśli właśnie to lubicie, to nie ma przeciwwskazań abyście z „Zieloną Hordą” zaprzyjaźnili się na dłużej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *