Ekonomiczne Recenzje

Eurobusiness – hit czy kit?

W związku z tym, że każdy z nas był kiedyś beztroskim dzieckiem i doskonale (lub też nie do końca wyraźnie) pamięta te lata, gdy telefon komórkowy i laptop nie odgrywały roli najlepszych przyjaciół człowieka, postanowiłem sentymentalnie nawiązać do tych momentów, które mniej lub bardziej efektywnie nadały pierwotny kształt pasji wszystkich, których serce bije mocniej w otoczeniu gier planszowych. Oczywiście jestem przekonany, że do tego grona należą wszyscy obserwujący mojego bloga, stąd pomysł na stworzenie cyklu wpisów wydał mi się interesujący. Szybki rzut oka do wnętrza internetowych mądrości pozwolił ustalić, że pierwotne łacińskie znaczenie tak popularnego dzisiaj słowa „Retro” tłumaczy się dosłownie, jako zwrot „wstecz” i zasadniczo może mieć charakter krytyczny lub nostalgiczny. Definicja ta idealnie wpisuje się w idee mojego cyklu retro gier, na wstępie zagadkowym pozostawię jedynie fakt czy przeważy w nim nostalgiczny czy też krytyczny charakter.

Kto z nas nie zastanawiał się kiedyś nad tym, jak to jest być milionerem? Złoty krawat, złoty ząb czy też złote klamki, a wszystko to na wyciągnięcie ręki. Niestety w życiu nie zawsze mamy z górki i w dążeniu, a wręcz pogoni za tym szlachetnym kolorem niejeden połamał już nogi. Jakieś 20, 50, czy też 90 lat temu (odpowiednio do wieku), na podwórku, gdy wspólna zabawa z rówieśnikami przewyższała swoją wartością pieniądze, a największym życiowym dramatem była utrata sympatii kolegów. Wielu z nas właśnie w tak idyllicznym momencie swojego rozwoju po raz pierwszy na swej życiowej drodze napotkało coś, co od tego czasu na zawsze odmieniło definicję dobrej zabawy- „Eurobiznes”.

„Eurobiznes” to polska wersja gry produkowana od 1893 r. przez firmę Labo, wiernie wzorowana na amerykańskim „Monopoly” (o którym wspomnę kilka słów w dalszej części wpisu). Na pierwszy rzut oka, można stwierdzić zaskakującą, jak na tamte czasy, dbałość o ekologiczne aspekty wykonania gry aktualnie niezmienne- 100% makulatura, jedyny taki egzemplarz na półce z planszówkami – dlaczego dzisiejszy wydawcy nie przechwycili tego podejścia do tematu? No cóż, może nie upubliczniajmy tych sugestii zbyt, w trosce o walory estetyczne nowych gier. Prostota przede wszystkim, gra prezentuje się czytelnie, a po rozłożeniu planszy widzimy przed sobą różne państwa i wchodzące w ich skład miasta, dodatkowe inwestycje (np. koleje czy elektrownie), pola nakładające na nas odpowiednie opłaty, znaczniki pytajników i karty szans odzwierciedlające zmienną przychylność losu, darmowy parking czy miejsce wstydu w postaci więziennej celi, wykorzystywanej w razie gdy jakiś rekin finansjery zdecyduje się wypłynąć z nurtem na bezkresne wody oceanu kreatywnej księgowości. Zasadniczo gra przeznaczona jest dla 5 osób + 1 dodatkowa osoba, ma niepowtarzalną szansę, aby wczuć się w postać bankiera, co może przyczynić się oczywiście do rozeznania powołania do tego zawodu, a przede wszystkim umożliwia obracanie sporymi kwotami. Gwarantuje to niezastąpione poczucie majestatu wysoko postawionego urzędnika, który posiada realną władzę, co w sporym stopniu rekompensuje brak jakiejkolwiek możliwości podejmowania przez bankiera działań na planszy. Cel gry jest prosty, przy pomocy kostek do gry przemieszczamy się określoną liczbę oczek na planszy, co kolejno stwarza możliwość wykupienia nieruchomości w określonych państwach. W miarę upływu czasu mamy możliwość rozbudowy swoich miast przez wznoszenie domów oraz hoteli, za odwiedzanie których pobieramy opłaty od pozostałych graczy.

Zasadniczo musimy przetrwać i nie zbankrutować (można posiłkować się pożyczką hipoteczną z banku) w obliczu licznych opłat, niebagatelnych wydatków inwestycyjnych i nie zawsze sprzyjających okoliczności losowych. A jak właściwie należy grać? Szczerze mówiąc to zależy od grona współgraczy, instrukcja tego tytułu jest tak elastyczna, że wprowadza nas niemalże w otwarty świat, w którym każdy grający stworzył przynajmniej jedną autorską zasadę. Ciekawym eksperymentem byłoby skrzyknięcie fanów z całej Polski do wspólnego stworzenia księgi zasad „Eurobiznesu” w wersji rozszerzonej, jestem przekonany, że ta instrukcja nie zmieściłaby się w pudełku, bo ilu graczy tyle wersji drobnych szczegółów gry. Mechanika gry nie jest skomplikowana, z łatwością opanowują ją dzieci. Nie pozostaje nic innego, jak zabranie startowych 3000$ do kieszeni i wyruszenie na podbój Europy, bo przecież żyłka do biznesu drzemie w każdym z nas. Alert: skutkiem ubocznym gry w rodzinnym gronie może być wystąpienie konfliktów wewnętrznych, dewastacja planszy gry czy też w skrajnych przypadkach rękoczyny, ze względu na to, że emocje jakie wywołuje ten tytuł niejednokrotnie sięgają zenitu.

Skoro o „Eurobiznesie” powiedziano już wszystko, dla dociekliwych warto wspomnieć kilka słów na temat jego pierwowzoru, który w swojej pierwszej odsłonie nosił tytuł „Landlord’s Game” i został stworzony na początku XX wieku przez Elizabeth J Magie. Gra szybko zdobyła popularność w ciągu kilku kolejnych lat, a jej wersja ulegała licznym modyfikacjom i w wyniku tych różnorodnych drobnych przekształceń w zakresie np. nazw występujących lokalizacji, wersja pod tytułem „Monopoly” została wydana i efektywnie sprzedana na rynku

„Monopoly” które doczekało się licznych odsłon przy minimalnych zaledwie modyfikacjach mechaniki, w kwestii wykonania gry pozostawia swojego młodszego brata- „Eurobiznes” daleko z tyłu. Przykładowo, fani „Gwiezdnych wojen” z radością pochylą się nad wersją „Monopoly Game Star Wars”

Wszyscy, którzy nie wyobrażają sobie planszówkowego spotkania bez wspólnego zajadania pizzy, z pewnością uśmiechną się na widok wersji „Monopoly Pizza Game”, kto wie może ten wariant gry mógłby nawet posłużyć za substytut popularnego fast fooda, w myśl powiedzenia „pożerać wzrokiem”

Powstała również specjalna wersja gry dla wszystkich tych, którzy na moment stracili sprzed oczu główny jej cel, którym jest zbicie fortuny. Wspomniany wariant bardzo dobitnie, naocznie wręcz utwierdza w przekonaniu, że złoto może stać się kolorem przewodnim przy odpowiednio sprzyjających okolicznościach losowych. Wersja gry wykonana z 18-karatowego złota, przez jubilera Sidney Mobel dostępna jest do obejrzenia w Smithsonian Institution w Waszyngtonie

Bardziej klasyczne odmiany „Monopoly” bazują przykładowo na wykorzystaniu określonych miast, czy też ulic danego miasta jako odwiedzanych lokalizacji (np. miasta polskie czy też ulice Warszawy, znane miejsca Krakowa itp). W tej perspektywie możliwości dalszych modyfikacji gry są praktycznie nieograniczone, co udowodniono m.in w wariancie „MONOPOLY Recykling w Sosnowcu” nawiązującym do zagadnień ekologicznych, gdzie zamiast budować domy i hotele gracze sadzą i pielęgnują sosny, a talia kart szans przybliża zasady prawidłowej segregacji odpadów i recyklingu.

Powracając do pytania zadanego w tytule artykułu podkreślam, że odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna. Prostota wykonania, banalne aczkolwiek nie w pełni przestrzegane zasady i ograniczona złożoność rozgrywki nie przemawiają za zaliczeniem „Eurobiznesu” w poczet planszówkowych gwiazd z najwyższej półki. Jednakże biorąc pod uwagę to od jak dawna cieszy się popularnością, jego bogatą historię oraz fakt ile początkujących pokoleń planszówkowiczów swoje pierwsze rzuty kostkami wykonało właśnie podczas rozgrywki w „Eurobiznes”, nie pozwala z czystym sumieniem zaliczyć go jako kitu. Jestem świadomy, że gra ma swoich stałych fanów, jednakże ze swojej strony popieram jedynie rozpoczęcie wejścia w świat gier planszowych grą „Eurobiznesu”, natomiast biorąc pod uwagę jak szeroki jest to świat i jak ograniczony jest nasz czas, który możemy poświęcić na gry planszowe zdecydowanie zachęcam do otwartości na nowe tytułu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *