Recenzje

Przepraszam, którędy na Kobol?

Recenzja gry planszowej „Battlestar Galactica”

Data wydania: 2008
Liczba graczy: 3-6
Czas gry: ok. 60-180 min
Sugerowany wiek: 10+
Wydawca: Galakta

„Battlestar Galactica” to gra, o której nie miałem większego pojęcia, kiedy pierwszy raz do niej podchodziłem. Ot kolejny temat traktujący o ludzkości przemierzającej kosmos i wrogich najeźdźcach, którzy próbują ich unicestwić. Dopiero odświeżając ten tytuł po latach dowiedziałem się, że bazuje on na serialu z gatunku space opera o tym samym tytule. Produkcję emitowano w latach 2004-2009, a cała seria była czymś w rodzaju połączenia Terminatora Star Treka. Próby przeniesienia motywów z literatury czy gier komputerowych to dla mnie nie pierwszyzna, jednak czy produkcje serialowe dają się równie skutecznie odtworzyć w realiach planszówkowych?

Centrum planszy przedstawiające statek Battlestar Galactica i dostępne dla graczy lokacje
Statek prezydencki, obszar prezentujący hangar wraz z lokacją na uszkodzone Vipery oraz w lewym rogu miejsce na talię przeznaczenia
Obszar planszy przedstawiający stan zasobów załogi oraz lokacje na cylońskim statku. Po prawej tor postępu przygotowania do skoku i tor abordażu

Zacznijmy od lekkiego zarysu fabularnego, gdyż ma on tu duże, jeśli nie kluczowe znaczenie. Akcja dzieje się w przyszłości, kiedy to ludzkość zamieszkuje w odległej części galaktyki tworząc federację dwunastu planet. Jak to zwykle bywa postęp technologiczny z błogosławieństwa szybko staje się przekleństwem, kiedy to ludzkie twory, humanoidalne roboty zwane Cylonami, buntują się przeciwko swoim twórcom. Ich umiejętność zmieniania wyglądu i upodobnienia się do człowieka pozwala zinfiltrować szeregi ludzi  i doprowadzić niemal do całkowitego ich wyniszczenia. Ci którzy przetrwali uciekli na pokładzie okrętu Battlestar Galactica i pod wodzą admirała Adamy poszukują trzynastej mitycznej koloni, znanej też jako ziemia.

Jak nietrudno się domyślić, gracze wcielać się będą w członków załogi Galactici. Ich celem będzie wykonanie ośmiu skoków statkiem kosmicznym, aby dotrzeć do Kobolu. Do wyboru będziemy mieć postaci znane z serialu, które wyróżniać się będą swoją profesją, umiejętnościami oraz posiadanymi zdolnościami. Wśród tych ostatnich znaleźć możemy dwie cechy, które wspomogą nasze wysiłki oraz jedną, która może utrudnić nam grę. Jest to ciekawy zabieg, fabularnie mający na celu przedstawić negatywną stronę naszego bohatera, jak i podnieść poziom trudności. Warto również wspomnieć, że wśród graczy znajdą się dwie postaci frakcyjne, jedna piastująca urząd prezydenta koloni, druga będąca admirałem, który decydować będzie między innymi o tym jaka drogę obierzemy wykonując kolejne skoki Galacticą. Każda z tych funkcji poszerza nasze możliwości działania. Należy jednak pamiętać o ukrytych agentach cylonów, którzy to również mogą otrzymać jedną z tych funkcji na początku gry, a przez to znacząco ograniczyć potencjał drużyny ludzi. To kto zostanie agentem zbuntowanych maszyn rozstrzyga się dwa razy w trakcie gry, na początku po tym jak każdy wybierze swoją postać, oraz w trakcie fazy uśpionych agentów, kiedy Galactica pokona cztery jednostki dystansu na Kobol. Wprowadza to element niepewności do gry i nie gwarantuje nam, że nasza rola nie zmieni się podczas trwania rozgrywki.

Przykładowe karty postaci z profesji dowódca wojskowy, dowódca polityczny, technik oraz pilot

Tury graczy wykonywane są szybko i raczej do rzadkości należą momenty kiedy ktoś zastanawiać się będzie godzinami nad tym co ma zrobić. W ramach swojej kolejki możemy przemieścić naszą postać na dowolne miejsce na statku oraz wykonać jedną akcję z naszego arkusza, karty umiejętności na ręce lub lokacji do której się poruszymy.  W czasie trwania akcji gracze będący cylonami mogą ujawnić się zagrywając jedną ze swoich kart tożsamości (wskazującą jego prawdziwą przynależność). To zagranie pozwala wykonać instrukcję zawartą na karcie oraz przenosi agenta na cyloński statek matkę, z którego prowadzić będzie dalszą rozgrywkę. Od tej pory jest on jawnym członkiem wrogiej frakcji i może wykonywać akcje na okręcie cylonów. Następnie aktywny gracz losuje kartę kryzysu i musi zastosować się do podanej na niej instrukcji. To właśnie one będą w dużej mierze kształtować sytuację na planszy. Większość z nich polegać będzie na przeprowadzeniu testu umiejętności, mogącym uchronić nad przed przykrymi dla załogi konsekwencjami. Możemy jednak natrafić na takie wśród których to prezydent, admirał, bądź aktywny gracz będą musieli podjąć decyzję i wybrać ewentualne „mniejsze zło”. Wśród kryzysów najbardziej nieprzyjazne są te nakazujące graczom wprowadzić do gry cylońską flotę i rozpatrzeć podane na karcie instrukcje. Mrowie wrogich okrętów nierzadko doprowadzi do sytuacji, w której jedynym ratunkiem będzie wykonanie skoku, a zatem ucieczka przed przeciwnikiem. Poza swoim standardowym działaniem, u dołu kart kryzysów znaleźć możemy symbole nakazujące aktywowanie danego typu statku cylonów, a także oznaczenie pozwalające na przesunięcie znacznika na torze przygotowania do skoku.

Przykładowe karty umiejętności z każdego rodzaju
Karty funkcyjne – prezydent i admirał

Warto tutaj krótko wspomnieć o systemie testów umiejętności. Każda z kart kryzysów posiada wartość jaką gracze muszą wspólnie osiągnąć aby uchronić się przed negatywnymi konsekwencjami. W tym celu zagrywają potajemnie karty umiejętności o kolorze, jaki wskazuje obecny kryzys. Do każdego testu wlicza się również dwie losowe karty, pobierane z tzw. talii przeznaczenia. Po zebraniu i przetasowaniu stosiku gracze podsumowują wynik i stosują się do podanych instrukcji trwającego zagrożenia. Nie trzeba dodawać, że to jedna z sytuacji, w której szczególnie namieszać mogą ukryci agenci.

Przykładowe karty kryzysów (od lewej) atak cylonów, wydarzenie oraz test umiejętności

Walki w przestrzeni kosmicznej pojawiać się będą raczej sporadycznie i dość szybko będzie można im zaradzić. W głównej mierze opierają się o rzuty kostką, bądź czasem ich wynik może być modyfikowany poprzez posiadane karty umiejętności. Wśród cylońskiej floty największe zagrożenie stanowią basestary, które mogą zalać nas falą pomniejszych statków bojowych (raidery), bądź  też bezpośrednio zaatakować Galctice powodując utratę surowców, czy też doprowadzić do uszkodzeń naszego okrętu flagowego. Szczególne niebezpieczeństwo stanowić będą ciężkie raidery, które mogą dokonać abordażu na nasz statek, a tym samym szybko go przejąć i zakończyć grę. Po stronie ludzi mamy do dyspozycji statki cywilne, które odgrywają jedynie rolę zwierzyny łownej dla raiderów, po ich zniszczeniu następować będzie utrata surowców. Vipery to lekkie jednostki służące do obrony Galactici, możemy je aktywować z jednej z lokacji na statku, bądź też postaci z umiejętnością pilotażu same mogą zasiąść za sterami myśliwców. Ostatnim typem statków są Raptory, te jednak służyć będą tylko do prowadzenia zwiadu.

Raptory, Vipery oraz statki cywilne
Basestar, Raidery oraz ciężkie Raidery

Wydawałoby się, że „Battlestar Galactica” to tytuł, który ustrzegł się większych błędów. Niestety, tak jak każda większa produkcja i ta ma kilka wad. Wspomniane karty kryzysów o ile wprowadzają element zagrożenia i nie pozwalają graczom na spokojne przemierzanie przestrzeni kosmicznej, o tyle czasem zwykle sprowadzają się do żmudnego odklepywania testów umiejętności, które w większości zakończą się sukcesem. Brakuje tutaj nagłych skoków adrenaliny, kiedy to sięgając po kolejną kartę czujemy niepewność i zdenerwowanie. Wyjątkami są ataki cylońskiej floty, które jednak nie zdarzają się zbyt często, a to czasami jedyny element, który nadaje rozgrywce tempa i pozwala wykazać się graczom. Co prawda, nadchodzące komplikacje aktywują również wrogie statki,  aczkolwiek nie będzie to miało znaczenia, gdyż w większość przypadków nie będzie ich na planszy. Skutkiem tego bezpośrednia walka z przeciwnikiem będzie należeć do rzadkości.

Dużym negatywem w grze są pojawiające się przestoje i brak pomysłów na jakąkolwiek akcję, która mogłaby być przydatna w danym momencie rozgrywki. Powodem tego są wspomniane karty kryzysów, które rzadko będą wprowadzać bezpośrednie zagrożenia, z drugiej zaś strony ograniczona ilość akcji, jakie możemy wykonać, a które posunęłyby wydarzenia w grze naprzód. Niejednokrotnie usłyszymy hasło: to co teraz robimy? Na które wszyscy bezradnie wzruszą ramionami. Sytuacji nie poprawia nawet obecność ujawnionych cylońskich agentów, którym również często zabraknie narzędzi, aby skutecznie zakłócać lot Galactici. W efekcie rozgrywka traci całą dynamikę i staje się rozpaczliwym wyczekiwaniem, na jakiekolwiek wydarzenia, które mogłoby odmienić sytuację na planszy. Do minusów można również zaliczyć instrukcję, w której ciężko znaleźć szybkie wyjaśnienie wątpliwości jakie pojawią się w trakcie zabawy, a zdarza się to niestety dość często.

Występujące w grze karty lojalności określające naszą przynależność do cylonów lub ludzi

Mocne punkty gry to na pewno wprowadzenie elementu talii przeznaczenia w procesie rozwiązywaniu kryzysów. Nie daje nam to 100% pewności, że obronną ręką wyjdziemy z każdego zagrożenia, a dodatkowo zmniejsza ryzyko wykrycia cylońskich agentów, co w konsekwencji pozawala im sporo namieszać, zanim ujawnią swoją tożsamość. Moim zdaniem świetnie się to sprawdza i dodaje wpływ czynnika losowego na rozwiązywanie napotykanych trudności. Motyw zdrajcy oraz możliwość otrzymania tej roli w połowie rozgrywki, zmusza graczy do ostrożnej gry, by nie przechylić szali zwycięstwa znacząco na żadną stronę. Może się okazać, że wspieraliśmy nie tą frakcję, do której zostaliśmy przypisani. Takie rozwiązanie wprowadza element niepewności i napięcia – zdecydowanie na plus. To co zachęca do sięgnięcia po ten tytuł to niewątpliwie jego klimat. Profile poszczególnych postaci, ich umiejętności, słabe i mocne strony oddają serialowy charakter gry, a fanom „Battlestar Galactica” pozwalają wyciągnąć z tego jeszcze więcej frajdy. Wiele kart posiada ustępy fabularne, które bezpośrednio odwołują się do motywów z telewizyjnej produkcji. Włączenie postaci funkcyjnych można także uznać jako plus. Tytuł prezydenta i admirała dają drużynie ludzi więcej możliwości, aby wpływać na rozgrywkę, bądź też stwarzają potencjalne zagrożenie kiedy przyznane zostaną przeciwnikom. Jest to jeden z elementów, który znacząco urozmaica to co dzieje się na planszy.

Karty punktów docelowych wybierane po każdym skoku przez admirała. Każda z nich określa ile jednostek przebyliśmy oraz jakie konsekwencje ponosimy udając się w danym kierunku. Na górze karta Kobolu

Gry kooperacyjne, bądź semi-kooperacyjne z założenia mają utrudniać rozgrywkę i stawiać przed graczami liczne wyzwania, aby ci mocno poturbowani mogli wspólnymi siłami dojść do zwycięstwa. W tytule „Battlestar Galactica”  często tego brakuje. Widać, że twórcy bardziej niż na mechanikę postawili na klimat i przeniesienie motywów serialowych na planszę. Pojawiające się przestoje w grze powodują, że staje się ona monotonna i bardzo zwalnia. Walki między flotami ludzi i cylonów to jedne z najciekawszych sekwencji, jednak ich częstotliwość i poziom trudności pozastawia wiele do życzenia. Co tu dużo mówić „Battlestar…” w moich oczach wypadł całkiem przeciętnie i zasłużył na ocenę 5/10, a w poszukiwaniu gier o kosmosie udam się w inną część galaktyki.


Ocena: 5/10

Plusy:

  • Graficzne i fabularne nawiązania do serialu
  • Talia przeznaczenia zwiększająca napięcie podczas rozwiązywania krzysów
  • Możliwość zmiany strony konfliktu w trakcie rozgrywki
  • Funkcje prezydenta i admirała

Minusy:

  • Duże przestoje w trakcie rozgrywki
  • Ograniczona ilość akcji wynikająca z kart, czy lokacji na statku
  • Duże spowolnienia gry w skutek „niekorzystnego” ułożenia talii kryzysów
  • Instrukcja, w której ciężko znaleźć szybką odpowiedź na pojawiające się zagadnienia

7 Replies to “Przepraszam, którędy na Kobol?

  1. Słyszałam, że ta gra jest super, a tu widzę tylko 5/10. 🙂 I tak z chęcią bym ją kupiła, szkoda że nigdzie nie można jej dostać.
    Wczoraj akurat skończyłam oglądać serial, więc tym ciekawiej by się w nią grało 🙂

  2. Hej Nisia 🙂 Niestety, jak dla mnie gra szwankuje w wielu momentach, szczególnie jeśli chodzi o przestoje które się tu pojawiają. Dla porównania w recenzowanej przeze mnie grze „Robinson…” gracze co turę mają multum rzeczy do zrobienia i trzeba dobrze główkować i kolejkować akcje. W „Battlestar Galactica” są momenty kiedy wieje nudą i równie dobrze mogłabyś pominąć swoją kolejkę bo na planszy nie ma nic do roboty. Dla mnie to zabija trochę rozgrywkę, natomiast klimat jak najbardziej na plus 🙂

  3. Muszę się przyczepić do opisu fabuły. To nieprawda, że akcja dzieje się w przyszłości. 😉 Więc nie piszę, bo nie chcę spojlerować finału serialu, ale nigdzie nie jest powiedziane, że jest to przyszłość.

    1. No nigdzie nie jest to wprost powiedziane, ale z reguły takie produkcje traktują o jakiejś wersji tego dokąd pójdzie ludzkość w przyszłości. Trochę dopisałem to sobie w domyśle. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *