Familijne Recenzje

Nowy Pawilon Króla Manuela

Recenzja gry planszowej „Azul: Letni Pawilon”

Data wydania: 2020
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: 30-45 min
Sugerowany wiek: 8+
Wydawca: Lacerta

Jakby tu rozpocząć naszą pierwszą gościnną recenzję na blogu? No to może zaczniemy od tego: Hej! Z tej strony Mateusz z gdańskiego lokalu Next LVL wraz z moją narzeczoną Olą, która jeszcze rok temu nie była tak planszówkowa, a teraz gdy po home office gra na boardgamearena to smuci się, że spada jej ranking.

Przychodzimy tu do Was dzisiaj z przepiękną mozaikową grą prosto od Wydawnictwa Lacerta, tytuł tak gorący, że można by się oparzyć (w końcu Letni Pawilon)! Co nowego w tej odsłonie? Czy warto zaopatrzyć się w ten tytuł? Co jeszcze ciekawego i nowego w tej mechanice mógł wymyśleć Michael Kiesling? Postaramy się to Wam zaprezentować w przejrzystej formule, a także okrasić ją kilkoma zdjęciami z naszych rozgrywek! 

Raz się wypowie na jakiś temat Mateusz, a raz Ola. Będa kolorki, będą oceny, będzie zabawa!

Zapraszamy do lektury 😉

Mateusz

Gdy zobaczyłem zapowiedź nowego Azula czekałem tylko na informację, gdzie i kiedy będzie można zagrać przedpremierowo w zagraniczną wersję tego tytułu. I fakt, na planszach nie ma żadnych słów, gra jest totalnie niezależna językowo, to jak zawsze trzeba było trochę poczekać na premierę, proces wydawniczy jest dosyć długi. No, ale ja nie o tym. Udało się zagrać we Wrocławiu na jednym ze spotkań z planszówkami i już wtedy przekonałem się, że tego mi było trzeba w tej serii! Różne drogi do zwycięstwa, szersze planowanie kolejnych rund oraz odkładanie w ciągu rundy kafelków na bok w celu późniejszego ich przeniesienia na planszę powodują, że gra mimo rodzinnego wydźwięku staje się także łakomym kąskiem dla weteranów planszówek.

Ola

Kiedy przed majówką kurier dostarczył nam nowego Azula, cieszyłam się jak małe dziecko, gdy dostaje wymarzony prezent urodzinowy. Nie ukrywam – poprzednie części kocham całym sercem, mimo że w pierwszą z Mateuszem nigdy nie wygrałam 🙁 Czym prędzej wzięłam nożyczki i otworzyłam paczkę. Moim oczom ukazało się piękne pudełko do trzeciej części „Azul: Letni Pawilon”. Idealnie pasuje do naszej półki z pozostałymi. Muszę zaznaczyć, że gra w środku jest również bardzo ładna! Urzeka swoimi kafelkami, kolorowymi rozetkami, specjalną wieżą do zbierania kafelków, czy nawet dobrze znane plansze i woreczek idealnie komponują się w spójną całość. Miałam okazję grać zarówno w wariant dwuosobowy, jak i czteroosobowy. Nie będę ukrywać, lepiej grało mi się z samym Mateuszem, może dlatego że wygrałam? 😀

Mateusz – wykonanie

Może tylko wspomnę, że wieża jest nieproporcjonalnie duża i zajmująca sporo miejsca w pudełku, ale przynajmniej nie “lata” po włożeniu do środka. Na plus jest na pewno dodatkowa naklejka umacniająca podstawę – wszystko przemyślane! Tylko te kolory graczy: czarny, biały, szary i drewniany; mogły być bardziej … kolorowe? 😉 Na koniec mojego marudzenia jeszcze dodam, że plansza punktacji mogłaby być sztywniejsza, wykonana podobnie jak plansze każdego z graczy.

Ola – skalowalność


Gry z serii Azul zawsze śmiało polecam z dwóch powodów. Jednym z nich jest po prostu przyjemna szata graficzna, gra podoba się wszystkim, jest pięknie wykonana i kolorowa, a to ważne już na etapie zainteresowania obcym tytułem. Drugim powodem jest skalowalność, czy chcemy grać w 2 czy może w 4 osoby – nie ma to znaczenia, bo dostosowujemy szybko i wygodnie ilość warsztatów, a więc i kafelków pojawiających się w grze w ciągu jednej rundy. Skutkuje to tym, że cała nasza mozaika wyglądać może podobnie niezależnie od liczby graczy. Niezmienna pozostaje sama wygoda rozgrywki, a także liczba możliwych do zdobycia punktów. Gra nie jest też znacznie dłuższa przy maksymalnej liczbie graczy, chyba że ktoś notorycznie rujnuje nasze plany poprzez podbieranie kafelków (uwielbiam to robić!). Nie należy się obawiać, jak to ma miejsce przy niektórych tytułach z zakresu 2-4 graczy, że gra działa dobrze tylko w pełnym składzie. Tu tak nie jest 😉

Mateusz – mechanika

A co nowego? Jakie nowe Mechaniki?

Naszą recenzencką przygodę tutaj zaczynamy od trzeciej odsłony serii, ale przyjmijmy, że znacie starsze rodzeństwo Letniego Pawilonu, które też mamy zamiar w przyszłości tu opisać 😉

Pojawia się mechanika Koloru Atutowego – kafelek jednego koloru, który może zastąpić potrzebny nam dowolny inny kolor. Dodatkowo, tak zwany joker zmienia się w ciągu rozgrywki i w każdej rundzie jest to inny z dostępnych sześciu kolorów. Sześć rund to sześć różnych kolorów atutowych. Cała zabawa polega na tym, że jest to określone na planszy punktacji i wiemy co będzie w następnej rundzie jokerem. Wiemy więc jakie kafelki zostawić sobie na później, aby zrobić z nich lepszy użytek.

Chwila! Jak zostawić?

A no właśnie! W tym Azulu możemy na koniec każdej rundy zachować sobie do czterech dowolnych kafelków na późniejszą grę, nie przepadają one, a nawet mogą stać się wspomnianymi wcześniej jokerami!

Plansza punktacji z dodatkowymi kafelkami (magazyn)
Plansza punktacji z dodatkowymi kafelkami (magazyn)

Ola – mechanika


W samej rozgrywce spodobała mi się nowa opcja planowania. Nie sądziłam, że Azul w wersji trzeciej może czymś zaskoczyć, a jednak. Odkładanie wszystkich kafelków na koniec rundy powodowało, że bardziej mogłam zaplanować swój ruch i szybko obliczyć, kiedy otrzymam więcej punktów. Dodatkową opcją w tej wersji jest też joker, który czasem, nie ukrywam, pomagał w uzbieraniu kafelków potrzebnych do ułożenia rozety.

Zaskoczyła mnie natomiast nowa zasada dobierania znacznika pierwszego gracza. Byłam przyzwyczajona, że biorę ze środka znacznik, kafelki które mi odpowiadają i dostaje minus jeden punkt. Tutaj niestety gracz dostaje dużo więcej punktów na minus i trzeba dłużej pomyśleć, czy na pewno to się opłaca. W najlepszej sytuacji znajduje się drugi dobierający ze środka, bowiem może on szybko pozyskać wiele kafelków, co według mnie znacząco zwiększa szanse na zwycięstwo.

Warsztaty i znacznik pierwszego gracza na środku
Warsztaty i znacznik pierwszego gracza na środku

 Mateusz


Wspomnę tylko, że korzyść z zostania graczem rozpoczynającym w nowej rundzie i możliwość wyboru ze wszystkich warsztatów jest ogromna, a jakże! Pierwsza osoba, która zdecyduje się na sięgnięcie po kafelki ze środka dostaje tyle minusowych punktów ile kafelków bierze. U nas było to nawet 8 ujemnych punktów!

Ola – podsumowanie


„Azul” na pewno na dłużej zagości na naszym stole i będzie grany na zmianę z pozostałymi. Polecam fanom poprzedniej części, ale nie tylko. Tylko uprzedzam – jak się zacznie grać w jedną to nie można skończyć i chce się więcej 😉

Mateusz – podsumowanie

Dokładnie tak jest! Mi osobiście ta część przypadła do gustu najbardziej, ale może to jest spowodowane tym, że poprzednie mam już ograne. Trudno stwierdzić, okaże się za kilka miesięcy i wtedy będzie zapewne wypatrywanie czwartej odsłony gry. Tylko co tym razem? Trójkątne kafelki? Być może!

O, może okrągłe!

Jedno jest pewne, jeśli macie poprzednie części, bierzcie tą śmiało. A jeśli nie macie żadnej, to możecie rozpocząć przygodę od trzeciej odsłony równie dobrze jak od każdej innej części z serii Azul!

Polecamy!

OlaMateusz 😉

Bartek – krótka opinia


Wypadałoby dorzucić swoje 3 grosze na blogu, więc lekko wetnę się w rozważania Oli i Mateusza 😉 Przede wszystkim muszę powiedzieć to głośno: przez długi czas traktowałem „Azul” z dużą rezerwą. Niby fajna, kolorowa gra, ciekawie wykonana, ale nic nie zachęcało mnie żeby bliżej się z nią zapoznać. Po tym jak zakończyłem swoją pierwszą partię stwierdziłem, że ten tytuł ma coś w sobie, co sprawia, że chętnie się do niego siada i wciąga nowe osoby. „Azul” jest przede wszystkim synonimem uniwersalnej rodzinnej gry, którą polecę każdem bez względu na to czy zazwyczaj gra w 2,3 czy 4 osoby. Ale mowa tu o kontynuacji, czyli „Letnim Pawilonie”. Mamy rozwinięcie tematu o aspekt planowania, czyli coś, co bardzo przypadło mi do gustu. Możliwość zachowywania płytek na kolejne rundy, sprawia, że mamy większy wpływ na rozgrywkę, niż w pierwszej wersji tego tytułu. Odnotowuję na plus także usprawnienie, które pozwala nam otaczać elementy nadrukowane na planszetkach i zyskiwać dodatkowe kafelki, co może dać nam sporą przewagę, jeśli dobrze obmyślimy nasze ruchy. Warto krótko wspomnieć o wyprasce, która bardzo dobrze stabilizuje wszystkie elementy i zapobiega przemieszczeniu, czy uszkodzeniu zawartości. Co do wad to największą jest dla mnie to, że interakcja w tej grze praktycznie nie istnieje. Możemy jedynie podbierać sobie kafelki, jak to wspomniała Ola, jednak każdy skupiony jest tu głównie na swojej planszetce.

Ze swojej strony również gorąco polecam  „Letni Pawilon”. Sprawdzi się zarówno jako niezobowiązująca rodzinna rozgrywka, jak i solidny gateway do świata nowoczesnych planszówek. 

Do kogo adresowane?

Świetnie sprawdzi się u tych, którzy szukają wyzwania przy bardzo prostych zasadach i rozgrywce. Ludzi poszukujących ciekawych tytułów familinych, w które łatwo wciągną innych i który sprawdzi się niezależnie od składu przy stole.
Wykonanie
Interakcja
Skalowalność
Regrywalność
Przyjemność z gry

Bardzo ładne wykonanie przyciągające wzrok i umilające rozgrywkę. Szczególnie wpadają w oko kolorowe kafelki, z których budujemy pawilon i wieża na odrzucone płytki. Na pochwałę zasługuje wypraska, w której mieszczą się wszystkie elementy.

Nie występuje tu wcale niestety, co mnie osobiście odbiera nieco przyjemności z rozgrywki. Interakcja ogranicza się do podbierania rywalom kafelków.

Bardzo mocny punkt tego tytułu, bowiem poprzez prostą zmianę liczby dostępnych warsztatów, gra sprawdzi się w każdym składzie. Jedna z ciekawszych opcji do polecenia dla 2 graczy.

Dostępne płytki w każdym rozdaniu będą inne i dobierane losowo, wobec czego będziemy zmuszeni inaczej planować budowę naszego pawilonu. Z drugiej jednak strony przebieg rund nie zmienia się diametralnie co może sprawić, że bardziej wybredni szybciej porzucą ten tytuł. Wariant dodatkowy na odwrotnej stronie planszy może przedłużyć żywotność gry.

Spore wyzwanie dające zarazem dużo satysfakcji z tworzenia unikatowego układu kafelków na planszy i szukania sposobów na jak najefektywniejsze punktowanie.

Plusy:

  • Możliwość zachowywania kafelków;
  • Mechanika pozyskiwania nowych kafelków poprzez otaczanie elementów na planszy;
  • Świetnie się skaluje
  • Praktycznie zorganizowana wypraska;

Minusy:

  • Plansza punktowa odbiega jakościowo od reszty;
  • Brak jakiejkolwiek interakcji między graczami;

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawnictwu Lacerta

7 Replies to “Nowy Pawilon Króla Manuela

  1. Ktoś poświęcił czas Azulowi aby opisać dość obszernie, na pewno wielu
    tutaj zajrzy aby dowiedzieć się ciekawostek 🙂
    Gra 5/6 a artykuł 6/6 😉

  2. „Tylko te kolory: czarny, biały, szary i drewniany; mogły być bardziej … kolorowe?”

    a pod spodem gra z pełną paletą kolorów, chyba ktoś tu jest daltonistą.

    1. Zdaje się, że Mateuszowi chodziło o znaczniki graczy – wyraźnie odstają od barwnej całości 😉

  3. czy mogłabym prosić o wskazanie różnic pomiędzy poszczególnymi Azulami? jestem przed zakupem i nie wiem, którą wybrać 🙂

    1. Hej Ola! 🙂 Podstawowa wersja „Azula” nie wymaga zbyt wiele kombinowania, po prostu zbieramy pasujące nam płytki, tak aby ułożyć najlepiej punktowane układy w kwadracie. W Letnim Pawilonie istnieje więcej sposobów na planowanie i zarządzanie rozgrywką (atutowy kolor, możliwość zatrzymywania kafelków). Jeśli dopiero zaczynasz i chcesz się wdrożyć – bierz pierwszą część. Jeśli chcesz więcej decyzyjności i bardziej złożonej gry – to zdecydowanie Letni Pawilon. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *